Kup sobie software house!

Kamil Dziuba 22 August 2018

Tak, twój start-up tego potrzebuje, jeśli aplikacja ma ujrzeć światło dzienne. Trzeba znaleźć dobry software house i się dogadać, i pisząc to, mam na myśli prawdziwą rozmowę. Niech cię zatem Św. Internet i Błogosławiony RAM bronią przed załatwianiem tego drogą mailową. Umów się, spotkaj się, porozmawiaj. Ja zdradzę ci jak się do tego przygotować, żeby zdobyć przewagę. Gotowy?

Ha! Witam cię ponownie! Cieszy mnie niezmiernie, że mój ostatni post cię nie zraził, a nawet jeśli cię wkurzył, to jest w tym pozytywny efekt – jesteś tu znowu i chcesz dowiedzieć się więcej! Dzisiaj uzbroję cię w wiedzę (lub, jeśli wolisz: know-how) jak okiełznać software house i przybliżyć swój start-up do wymarzonego celu.

Software House a e-maile – Tai-Chi pierwszej korespondencji

Zacznijmy od magicznych tajników korespondencji mailowej. Jeśli spodziewasz się, że cztery zdania wysłane w mailu do agencji programistycznej od razu przyniosą ci pełny obraz sytuacji i zaspokoją twoją wizję projektu, to weź kilka głębokich wdechów. Tutaj nie będzie instant-gratyfikacji. Nawet jeśli jakiś software house ci odpowie, to wciąż pozostawi cię z milionem pytań bez odpowiedzi. Mało tego, poza twoim wyobrażeniem na temat projektu, pozostanie drugi milion pytań, których się nie spodziewasz, a które są niezwykle istotne.

Teraz się nie rozpraszaj! Twój pierwszy mail do firmy IT powinien tylko lekko wprowadzić drugą stronę w temat projektu. To ty zaproponujesz termin rozmowy. Jeśli software house się do niego dostosuje, to – uuuu – trafiłeś na bardzo dobrą firmę! Pozwól im się jeszcze wykazać, jeśli chodzi o sposób rozmowy – niech zdecydują czy odbędzie się ona poprzez Google Meet lub tradycyjną rozmowę telefoniczną. Jak ognia unikaj wysyłania wszystkich informacji i materiałów w pierwszym mailu. Jeśli to zrobisz, to agencja programistyczna od razu cię zaszufladkuje (a nie chcesz tego, zaufaj mi!). Software house może od razu odpuścić temat i do rozmowy nawet nie dojdzie. Aby zyskać przewagę nad przeciwnikiem, najpierw umów się na rozmowę, a dopiero potem wyślij materiały (a przynajmniej ich część).

Software House a rozmowa – Kung-fu przygotowań

W obecnym, cyfrowym uniwersum zdecydowana większość relacji biznesowych odbywa się na odległość. Czasami nawet – znaczną. Spotkanie face-to-face, mimo wszystkich korzyści z niego płynących, nie zawsze jest możliwe. Co zatem? Ano spotkanie online. Nie bój się video konferencji (agencja IT się nie boi, takie to kozaki!). Online meeting da ci możliwość poznania firmy w miarę realnie. Software house z kolei skorzysta z okazji, żeby zaprezentować ci podobne projekty z przeszłości.

Przygotuj sobie brief. Taki dokument powinien zawierać pomysł na produkt, założenia, ewentualne dodatkowe materiały. Po zebraniu tego w całość wyślij to do agencji. Jeśli będzie potrzeba podpisania NDA (umowy o zachowaniu poufności), to należy to załatwić przed przed pierwszą rozmową. Daj znać agencji, powinni mieć szkic takiej umowy.

Termin ustalony? To dobrze! Przygotuj teraz arkusz z pytaniami i odpowiedziami oraz krótki scenariusz rozmowy. Powinien on zawierać najważniejsze sprawy – ogólny opis projektu, najważniejsze funkcje, czy planowany start prac nad projektem.

Software House a rozmowa – Ju-Jitsu pytań i odpowiedzi

Dochodzi do waszego spotkania? Świetnie! To czas, żeby się sprawdzić w boju. Jakie pytania powinieneś zadać, żeby nie paść w pierwszej rundzie? Służę pomocą. Wymierz w swój software house ciosy takich pytań:

  • Ile osób jest zatrudnionych w agencji? A bardziej konkretnie – jak liczny jest zespół deweloperski?
  • Jakie doświadczenie mają programiści?
  • Jak software house prowadzi projekty dla swoich klientów?
  • Czy software house prowadził już projekt podobny do twojego? Pamiętaj – to nie będzie tragedia, jeśli tego nie robił. Może to nawet lepiej, więc się nie zrażaj.
  • Jak rozliczane są prace za projekty?
  • Jaka jest ich stawka godzinowa?
  • Jakich narzędzi używa ten software house do prac nad projektami?
  • Jakie jest w tym momencie obłożenie zespołu? Kiedy mogliby zacząć pracę nad twoim
  • projektem?
  • Jakich technologii używają w agencji? Nie skupiaj się na razie na tym, jakich technologii użyje do twojego projektu. Temat wróci potem.
  • Spytaj wprost – czy mieli jakieś problemy z przesuwaniem prac nad projektami? I tutaj wystawiasz waszą współpracę na próbę ognia. Jeśli zaczynają ci nawijać makaron na uszy, że wszystko było pięknie, na czas, i absolutnie bez ani jednej obsuwy, to szybko pakuj manatki i bierz nogi za pas. Nie ma w przyrodzie takiej sytuacji, że projekt obył się bez opóźnień i problemów! Zawsze są, mniejsze lub większe, ale zawsze! Jeśli twierdzą inaczej, to znaczy, że zależy im tylko na tym, żeby załadować cię w … lejek sprzedażowy.
    Nie powinni bać się rozmawiać o problemach. Możliwe, że mieli taką sytuację – sprint opóźnił się o tydzień. Dlaczego? Ponieważ programiści na etapie projektowania bazy danych stwierdzili, że mogą zrobić to jeszcze lepiej i po konsultacji z klientem wydłużyli sprint, a projekt na tym tylko zyskał! Można? Można!

Dalsza walka i medytacja

Ograniczasz szukanie agencji do spotkania z jedną firmą? Nie żartuj! Ułóż rozmowy z firmami w sprytną agendę. Zaplanuj sobie trzy rozmowy z różnymi agencjami, jedna po drugiej. Niech każde spotkanie trwa maksymalnie 1 godzinę, a pomiędzy nimi daj sobie po pół godziny przerwy. Pamiętasz o arkuszu z pytaniami i polami na odpowiedzi? Między spotkaniami masz czas, żeby te puste pola zaczernić tekstem.

Zadawaj pytania porównawcze i w czasie rzeczywistym uzyskuj cenne dane. Śmiało wymierz pytanie prosto między oczy: „Godzinę temu inny software house rekomendował mi użycie innej technologii. Co zyskam, jeśli zastosuję tą, którą wy mi sugerujecie?”. Obserwuj reakcje, może ubodło.

Tak, o kasę też trzeba zapytać. Nie wiem, czy czytałeś nasz wpis o kosmicznych różnicach w wycenach projektów. Jeśli nie, to z łaski swojej nadrób zaległości teraz. Masz pełne prawo, a nawet obowiązek, żeby zapytać o widełki cenowe. Skupienie! Dobry software house powinien zadać ci jeszcze sporo pytań dotyczących projektu, aby możliwie najtrafniej zawęzić zakres widełek. Jeśli natomiast od razu rzucą ci ceną w twarz bez zadawania pytań, to znaczy, że musisz salwować się ucieczką. Dlaczego? Ponieważ posłużysz im tylko jako kolejne zera na koncie, a twój projekt stanie się sprawą drugorzędną. Bardzo szybko i radośnie wystawią ci fakturę, a sam przyznaj – powinno to się odbyć w odwrotnej kolejności.

Jeśli po doprecyzowaniu wstępnych założeń, software house przedstawił ci widełki z rozstrzelone między 50 a 100 tysięcy złotych, to grzecznie im podziękuj za współpracę – nie będziesz zlecał roboty firmie, która nie rozumie twojego projektu.

Na koniec dnia – siądź, porównaj, i wybierz ten najlepszy software house, który poprowadzi twój online produkt, jak należy.

Napisz komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *