Dlaczego Software House olał mojego maila?

13 sierpnia 2018
Kamil Dziuba

Software House wziął i olał twojego maila. A to chamy! A co takiego w nim napisałeś, jeśli mogę spytać? Tylko dwa słowa o tym, jaka aplikacja chodzi ci po głowie i zapytanie o wycenę? Podałeś sztywny budżet, pod który trzeba teraz stworzyć super produkt? Czy też straszyłeś na starcie milionowymi karami? Poznaj listę grzechów, jakich powinien uniknąć twój start-up, jeśli chce zdobyć wartościowy software house.

Nikt nie lubi być lekceważony, a wysyłanie maili w kosmos i czekanie na odpowiedź, która nigdy nie nadejdzie, może podnieść ciśnienie. Zwłaszcza, że przecież tematem jest twoja aplikacja i twój start-up! A co jeśli sam jesteś sobie winien? Co jeśli twój pierwszy e-mail do agencji programistycznej był potknięciem się o własne nogi?

Chcę coś takiego jak Uber, tylko lepiej

Podejmujesz próbę, znajdujesz software house i wysyłasz maila… pozbawionego konkretów. Zawierasz w nim tylko lakoniczny opis tego, co powinna mieć twoja aplikacja. Na podstawie tego liczysz, że agencja IT zrobi ci pełną wycenę, czas realizacji, i jeszcze rozpisze ci plan kampanii marketingowej.
Hold your horses – jak mawiają za wielką wodą. Proces wyceny jest długotrwały. Szanujący się software house nie będzie w stanie podać ci nawet widełek cenowych (nie mówiąc już o szczegółowej wycenie) na podstawie zaledwie kilku funkcji. Wybij sobie też z głowy farmazony w stylu: „Chcę mieć aplikację jak Uber, tylko trochę inaczej i lepiej!”, bo będziesz miał jakiegoś dewelopera na sumieniu.

Twój e-mail wygląda na dzieło amatora

Nie obrażaj się, bo ten krótki akapit zrzuca też trochę winy na software house. Konstruowanie skutecznych e-maili to sztuka, ale staraj się chociaż nie popełniać takich, które wyglądają nieprofesjonalnie. Nie odpowiedzieli? A w sumie powinni. Nawet jeśli uznali, że szkoda im czasu i zasobów, to powinni odpisać. Przede wszystkim – szczerze, o jakości twojego maila.

Nic wam nie powiem, bo zgarniecie moje miliony

Pieczołowicie ukrywasz szczegółowe informacje o produkcie w obawie, że ktoś ukradnie twój pomysł. Serio? W dzisiejszych czasach stworzenie aplikacji to tylko pierwszy krok. Dalej pozostaje jednak kwestia produkcji, marketingu i sprzedaży, a to wymaga czasu, strategii i niemałych nakładów finansowych. Owszem, większość agencji IT ma zasoby, żeby podjąć się różnego rodzaju aplikacji. Dlaczego w takim razie tego nie robią? Bo ich domeną jest programowanie, nie wrogie przejmowanie pomysłów i budowanie na tej bazie swoich start-upów.

NDA – postraszę milionowymi karami

Software House raczej nie będzie miał obiekcji co do podpisania NDA — umowy o zachowaniu poufności, ale straszenie potencjalnego tech-partnera wielomilionowymi karami jest w bardzo złym guście. Wiesz, ile jest wart pomysł na aplikację? Jedną złotówkę! Policz do dziesięciu. Inwestorzy (ekhm – angel investors) patrzą przede wszystkim na ludzi i idee, które skrywają się za projektem. Dla nich ważne jest też, jak aplikacja się potem sprzeda i rozwinie.

Pisanie na starcie o umownych karach zrazi software house, i to nie dlatego, że Dev Team się boi. To są profesjonaliści, więc poufność jest dla nich czymś absolutnie oczywistym. Jednak gdy widzą, że ktoś na dzień dobry wymachuje szabelką, to wolą nawet nie odpisywać na takiego maila.

Zapytam i znikam

Kolejny przykład wyłożenia się na elementarnych zasadach komunikacji biznesowej. Jeśli wysyłasz maila do agencji IT i dostaniesz odpowiedź, to, do wszystkich unicornów na świecie, odpisz od razu! Jeśli software house wyraził zainteresowanie i chce dowiedzieć się więcej o projekcie, to nie marnuj tego! Jak odpiszesz dopiero po dwóch tygodniach, to szefostwo firmy IT uzna, że wygląda tylko na luźny pomysł, przez co nie potraktują go poważnie.

Software House – ktoś tam chyba nie ogarnia

Tak, ludzkie słabości zdarzają się też po drugiej stronie barykady. Każdy dobry software house musi mieć swój CRM sprzedażowy, gdzie po otrzymaniu maila osoba odpowiedzialna za kontakt z klientami powinna mieć zaplanowane działania. Jeśli mija kilka dni od wysłania twojego maila i nadal nikt nie odpisuje, to może to oznaczać, że proces sprzedażowy w tej firmie kuleje. To może dać ci do myślenia, czy tak samo u nich działa proces deweloperski.

Mam budżet 30 tysięcy i 10 x większe oczekiwania

Określenie budżetu nie jest złe samo w sobie. Ba! Może wręcz być dobre, ponieważ doprowadzi do stworzenia MVP. Jednak sztywne trzymanie się przedstawionego budżetu i jednocześnie podejście do produktu na zasadzie “sky is the limit”, to ślepy zaułek. To już nie tylko chodzi o negocjacje wysokości kontraktu, ale również o zamykanie ścieżek do zaproponowania odpowiednich rozwiązań. Budowanie bardziej złożonego produktu z większą liczbą funkcji zawsze podniesie cenę i przekroczy sztywno określony budżet projektu. Jeśli z pierwszego twojego maila agencja IT wyciągnie wniosek, że tego nie rozumiesz i dalej będziesz chciał kupić loft w cenie kawalerki, to odbijesz się od ściany.

W jakiej sytuacji Software House odpisze bardzo szybko?

Tak, jest taka szansa, i tak, ty masz na to wpływ. Jeśli w swoim mailu przedstawisz pomysł, określisz (nawet tylko orientacyjnie) budżet, oraz ponad wszystko – dasz wyraźny sygnał, że rozumiesz, jak koszty projektu mogą skoczyć w górę, jeśli sam produkt się rozrośnie. Otworzysz tym samym możliwości konstruktywnej rozmowy o współpracy. Nawet jeśli początkowo software house nie rozumie natury produktu, to jest perspektywa, żeby dojść do porozumienia. Dobra agencja IT nie będzie chciała wyciągnąć z projektu jak najwięcej, żeby podbić swoją stawkę. Wyciągnie z niego tylko tyle, ile będzie potrzebne, aby aplikacja działała, a resztę budżetu przeznaczysz na marketing i sprzedaż.

To nie wszystko

Pierwszy e-mail jest niezwykle istotny, ale to tylko początek. Tutaj opisuję całą ścieżkę do tego, żeby zdobyć software house z prawdziwego zdarzenia.

cta.intresting
btn.yes
btn.no